18lipca2009, ruszamy busikiem do warszawy gdzie nastÄ™pnego dnia wsiedliÅ›my w Turkish Airlines i odlecieliÅ›my w stronÄ™ wakacji:). Na pokÅ‚adzie pierwsze zaskoczenie, oprócz wegetariaÅ„skiego posiÅ‚ku dostaliÅ›my kawÄ™, herbatÄ™, sok i browara…ledwie skoÅ„czyliÅ›my paÅ‚aszować a trzeba byÅ‚o wysiadać. Na lotnisku bez najmniejszych problemów zakupiliÅ›my żetony metra, i za pół godzinki byliÅ›my na dworcu autobusowym. To miejsce nadaje siÄ™ na osobnÄ… opowieść…wielki plac, na Å›rodku budynek z kilkudziesiÄ™cioma sklepikami i kebapiarniami, a wkoÅ‚o 160 firm przewozowych oferujÄ…cych połączenia w każdy zakÄ…tek kraju. Od razu dopadli nas naganiacze, i jeszcze nie zdążyliÅ›my siÄ™ dobrze rozejrzeć a już mieliÅ›my kupione bilety na nocny autobus do Amasji. Autobusy w Turcji to kolejne już tego dnia pozytywne zaskoczenie…wielkie, nowoczesne, czyste, klimatyzowane, w każdym telewizor lub dwa…to nic że albo telewizja turecka, albo filmy sensacyjne z dubingiem.
Drogi w Turcji to kolejne pozytywne zaskoczenie…albo już sÄ…, albo wÅ‚aÅ›nie siÄ™ budujÄ……szerokie, równe, dwujezdniowe…ech, daleko nam jeszcze…NastÄ™pnego dnia rano budzimy siÄ™ w Amasyji - Å›liczne miasteczko z maÅ‚ymi wiktoriaÅ„skimi domkami wiszÄ…cymi nad rzekÄ…, z ruinami zamku na wzgórzu oraz z grobowcami wykutymi w zboczu góry. Wszystko Å‚adnie podÅ›wietlone w nocy, mnóstwo tureckich turystów, miasteczko wprost tÄ™tni życiem. ZnaleźliÅ›my hotelik, zostawiliÅ›my graty i poszliÅ›my zwiedzać:). CaÅ‚kiem udany poczÄ…tek wakacji….wszystko okazuje siÄ™ bardzo proste, wszystko da siÄ™ zaÅ‚atwić, kupić, wszyscy mili i pomocni. NastÄ™pnego dnia znowu w autobus(tym razem dzienny) i jedziemy w stronÄ™ Trabzon. DojechaliÅ›my późno (po22giej), i po godzinie bezcelowego Å‚ażenia zdecydowaliÅ›my siÄ™ spÄ™dzić nocleg na plaży w Å›piworkach. Noc wietrzna, ale gwiaździsta. W Å›rodku nocy..
-kurcze, coÅ› mnie dotknęło, Beata wstawaj, coÅ› mnie dotknęło…
-co CiÄ™ mogÅ‚o dotknąć, Å›pij…
-nie nie, jestem pewny, coÅ› mokrego mnie dotknęło…patrz…!!
Kilka kamieni dalej, na jednym z nich siedzi szczur wielkoÅ›ci kotka i siÄ™ przyglÄ…da co robimy. CoÅ› krzyknÄ…Å‚em na niego, odwróciÅ‚ siÄ™ i nieÅ›piesznie schowaÅ‚ siÄ™ miÄ™dzy gÅ‚azami. ResztÄ™ nocy spÄ™dziliÅ›my z duszÄ… na ramieniu…ugryzienie przez tego gada wiÄ…zaÅ‚o by siÄ™ z potrzebÄ… szczepionki, a że Turcy nie gadajÄ… po angielsku,
powiedzenie u lekarza co siÄ™ staÅ‚o byÅ‚oby dosyć kÅ‚opotliwe. Szczur wróciÅ‚ tylko raz, obudziliÅ›my siÄ™ godzinÄ™ później i zobaczyliÅ›my w Å›wietle księżyca oddalajÄ…cy siÄ™ bochenek chleba, wiÄ™kszy chyba od samego zÅ‚odzieja…. NastÄ™pnego dnia zamierzaliÅ›my przekroczyć granicÄ™ i dotrzeć do Batumi, wczeÅ›niej jednak obejrzeliÅ›my oddalony o kilkadziesiÄ…t kilometrów w głąb kraju klasztor Sumela - “przyklejony” do zbocza góry, wiszÄ…cy nad kilkusetmetrowÄ… przepaÅ›ciÄ… budynek z zewnÄ…trz robi piorunujÄ…ce wrażenie. Jeszcze wiÄ™ksze wrażenie zrobiÅ‚ na nas wewnÄ…trz, gdzie okazaÅ‚o siÄ™ że za murami zewnÄ™trznymi kryje siÄ™ zespół kapliczek, doskonale zachowany, Å›ciany pokryte freskami z poczÄ…tku tysiÄ…clecia. Do Trabzon wróciliÅ›my pierwszym na tych wakacjach autostopem i od razu ruszyliÅ›my w stronÄ™ gruziÅ„skiej granicy.
UdaÅ‚o siÄ™ jÄ… przekroczyć późnym wieczorem, zaraz po drugiej stronie wsiedliÅ›my w autobus który zawiózÅ‚ nas do odlegÅ‚ego o kilkanaÅ›cie km. Batumi, gdzie spÄ™dziliÅ›my nocleg. NastÄ™pnego dnia zamierzaliÅ›my wsiąść w pociÄ…g do Erywania i pojechać dalej, okazaÅ‚o siÄ™ że pociÄ…g bÄ™dzie nastÄ™pnego dnia wiÄ™c wymieniliÅ›my 50$, wsiedliÅ›my w maszrutkÄ™ i pojechaliÅ›my poÅ‚udniowÄ… stronÄ… Gruzji. Na drodze zaczęły pojawiać siÄ™ krowy, dużo krów(droga na mapie oznaczona kolorem czerwonym - droga główna), potem zaczęły pojawiać siÄ™ dziury, potem znikÅ‚ asfalt a zamiast niego spotykaliÅ›my przepÅ‚ywajÄ…ce w poprzek drogi potoczki. PojawiÅ‚y siÄ™ jeszcze przepiÄ™kne góry, deszcz i pojawiÅ‚a siÄ™ kilkusetmetrowa przepaść po prawej stronie… To nic że nie byÅ‚o drogi, to nic że padaÅ‚o tego dnia, to nic że zamiast zrobić planowane 300km tego dnia przejechaliÅ›my 50…ZeszliÅ›my z tego czegoÅ› (szumnie zwanego drogÄ… krajowÄ…) w dolinÄ™ rzeki, rozbiliÅ›my namiot obok starego mÅ‚yna, rozpaliliÅ›my ognisko…najpiÄ™kniejszy nocleg naszej wycieczki…jakbyÅ›my byli misiami to mieszkalibyÅ›my wÅ‚aÅ›nie w takim miejscu…nie spaliÅ›my z uwagi na powyższy fakty zbyt twardo:). NastÄ™pnego dnia zatrzymaÅ‚o siÄ™ terenowe autko a w nim dwóch przemiÅ‚ych panów - jechaliÅ›my z nimi z godzinÄ™, wysadzili nas na jakiejÅ› górze, w Å›rodku jakiejÅ› pasterskiej wioski. Ludzie stojÄ… i siÄ™ gapiÄ… - naszym Å‚amanym rosyjskim zapytaliÅ›my gdzie jesteÅ›my, czÅ‚owiek wziÄ…Å‚ mapÄ™, pokrÄ™ciÅ‚ nosem i wskazaÅ‚ punkt odlegÅ‚y o kilkanaÅ›cie km od drogi którÄ… zamierzaliÅ›my jechać… TroszkÄ™ nas to zbiÅ‚o z tropu bo caÅ‚y czas jechaliÅ›my jedynÄ… drogÄ… która byÅ‚a, i nie sposób z niej byÅ‚o zjechać bo też i nie za bardzo byÅ‚o gdzie…na szczęście okazaÅ‚o siÄ™ że jesteÅ›my tam gdzie trzeba, zlokalizowaliÅ›my zarówno na mapie jak i w terenie punk orientacyjny - przełęcz na wys. 2025n.p.m… Samochodów nie byÅ‚o, za to za pół godziny przyjechaÅ‚a maszrutka z kilkunastoma osobami w Å›rodku, upchnÄ™liÅ›my siÄ™ na jednym siedzeniu we dwoje i w ten sposób dojechaliÅ›my aż do ….poÅ‚ożonego ok 30km od granicy armeÅ„skiej. Po drodze fantastyczne krajobrazy, wysokie na 3000m góry pokryte lasami, niektóre zielonÄ… trawkÄ…, strumyki wijÄ…ce siÄ™ wÅ›ród skaÅ‚ i spÅ‚ywajÄ…ce z tych gór, raz na jakiÅ› czas ruiny zameczku, raz na jakiÅ› czas zapomniana przez Boga,
Rosjan i samych Gruzinów mieÅ›cinka - pozostaÅ‚ość po zÅ‚otych czasach sierpa i mÅ‚ota…bardzo przygnÄ™biajÄ…ce miejsca. Kiepski nastrój pogłębiaÅ‚ padajÄ…cy deszcz i Å›wiadomość że tego na pewno do Erywania nie dotrzemy… Humory nam siÄ™ poprawiÅ‚y od razu, gdy zatrzymaÅ‚ siÄ™ busik a w nim trzech wesoÅ‚ych Gruzinów jadÄ…cych w stronÄ™ granicy. ByÅ‚o późne popoÅ‚udnie, parszywa pogoda…a my już szczęśliwi, bo w drodze jak siÄ™ później okazaÅ‚o do samego Erywania. FormalnoÅ›ci wizowe maÅ‚e piwo…celnik zapytaÅ‚ czy rozmawiamy po gruziÅ„sku lub ormiaÅ„sku czy rosyjsku, usÅ‚yszaÅ‚ odpowiedź przeczÄ…cÄ… po czym uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™, oddaÅ‚ paszporty i powiedziaÅ‚ “good luck” :).
Do Erywania dojechaliÅ›my ok 22giej, wypÅ‚aciliÅ›my miejscowÄ… walutÄ™, i taksówkÄ… pojechaliÅ›my do miejsca noclegowego wskazanego w naszym przewodniku. Åšmieszna sytuacja - wielkie mieszkanie w samym centrum stolicy a w nim kilkanaÅ›cie osób z różnych krajów, każdy z przewodnikiem Lonley Planet:). OkazaÅ‚o siÄ™ że miejscówka ta jest polecana przez to wydawnictwo. SpÄ™dziliÅ›my w tym mieszkaniu 3 noce, w ciÄ…gu dnia włóczÄ…c siÄ™ po okolicy - zwiedziliÅ›my Muzeum Ludobójstwa Ormian, targowisko miejskie, kilka pubów:). NastÄ™pnego dnia maszrutkÄ… pojechaliÅ›my do Goris z zamiarem zobaczenia monastyru Tatev, niestety okazaÅ‚o siÄ™ że jest zbyt późno, a że droga w jednÄ… stronÄ™ zajęła nam 6h, należaÅ‚o siÄ™ spodziewać tego samego w drodze powrotnej. I w ten sposób poznaliÅ›my Maisa - szalonego kierowcÄ™ busika z owocami. Po drodze dostaliÅ›my herbatÄ™, jedzenie oraz propozycjÄ™ noclegu w jego domu i wycieczki do Górskiego Karabachu gdzie wybiera siÄ™ za dwa dni…cóż, czemu nie:). DostaliÅ›my od niego numer telefonu z nakazem skontaktowania siÄ™ wieczorem. NastÄ™pnego dnia wybraliÅ›my siÄ™ na przedmieÅ›cia Erywania zobaczyć Garni(jedyna zachowana pogaÅ„ska Å›wiÄ…tynia) oraz Goght - fantastyczny 13wieczny monastyr, wpisany zresztÄ… nie bez przyczyny na listÄ™ Åšwiatowego Dziedzictwa Unesco. Niestety liczba zwiedzajÄ…cych skutecznie obaliÅ‚a niesamowity klimat tego miejsca. Kompleks Å›wiÄ…tyÅ„ poÅ‚ożony na zboczu góry, a z boku klasztoru malutka kaplica Åšw. Grzegorza z 1177roku wydrążona bezpoÅ›rednio w skale…. WracaliÅ›my oczywiÅ›cie stopem - zatrzymaÅ‚ siÄ™ samochód z czwórkÄ… ludzi w Å›rodku - Arut na staÅ‚e mieszkajÄ…cy w Holandii z mamÄ… i dwoma synami. Jako jedni z niewielu ludzi spotkanych w Armenii (poza naszym miejscem noclegu) mówili po angielsku.
Po miÅ‚ej pogawÄ™dce zostaliÅ›my zaproszenie na półgodzinnÄ… herbatÄ™(po to aby zobaczyć jak żyjÄ… Ormianie - wg. Aruta) która przerodziÅ‚a siÄ™ w caÅ‚kiem spory podwieczorek z kawÄ…, lodami, owocami, ciastem, oglÄ…daniem zdjęć i filmów, oraz z wymianÄ… adresów, telefonów, oraz obietnicÄ… że gdybyÅ›my my(sami lub ze znajomymi) byli jeszcze kiedykolwiek w Erewaniu lub w okolicach, to jest drugie mieszkanie, do którego otrzymamy klucze i możemy zostać ile tylko chcemy….uff, aż nieswojo nam siÄ™ zrobiÅ‚o:). Niestety musieliÅ›my siÄ™ pożegnać bo na dziÅ› wieczór byliÅ›my umówieni z Maisem u niego w domu, na jutrzejszy wyjazd do Górskiego Karabachu. PodziÄ™kowaliÅ›my wiÄ™c, zostaliÅ›my odwiezieni pod operÄ™, podziÄ™kowaliÅ›my i zadzwoniliÅ›my do Maisa powiedzieć że jesteÅ›my gotowi… W jaki sposób dotarliÅ›my do Artaszad zasÅ‚uguje na oddzielnÄ… opowieść….wspomnÄ™ tylko że poznaliÅ›my jego sympatycznÄ… żonÄ™ i dwoje dzieci, które zostaÅ‚y wygonione ze swojego pokoju później nam udostÄ™pnionego. NastÄ™pnego dnia w siedliÅ›my we czworo(Mais, jego szwagier i my) do trzyosobowego auta i ruszyliÅ›my.
W Karabachu byliÅ›my po trzech godzinach - Mais kierowaÅ‚:). W drodze do Stepanakertu zwiedziliÅ›my maÅ‚e miasteczko Szusza, podziwialiÅ›my fantastyczne górskie krajobrazy, olbrzymie (dla nas) iloÅ›ci latajÄ…cych orłów, sokołów i innych drapieżnych. Po zaÅ‚atwieniu formalnoÅ›ci wizowych pożegnaliÅ›my siÄ™ grzecznie i wsiedliÅ›my w maszrutkÄ™ do oddalonego o dwie godziny jazdy Wanku, gdzie spÄ™dziliÅ›my jedyny w Karabachu nocleg. OsobliwoÅ›ciÄ… wioski jest pÅ‚ot zrobiony z tablic rejestracyjnych samochodów azreskich, porzuconych podczas wojny. Tego dnia zwiedziliÅ›my również poÅ‚ożony nad wsiÄ… klasztor Gandzasar. Nazwa jego oznacza “wzgórze skarbów”. Jest to najcenniejszy zabytek Karabachu. Główny koÅ›ciół Å›w. Jana Chrzciciela jest wzorcowym przykÅ‚adem architektury ormiaÅ„skiej XIII wieku.
WedÅ‚ug miejscowych przekazów znajduje siÄ™ tu cenna relikwie; gÅ‚owa Å›w. Jana Chrzciciela, która trafiÅ‚a tu dziÄ™ki krzyżowcom bezpoÅ›rednio z Palestyny. Do Erywania zaplanowaliÅ›my wyruszyć nastÄ™pnego dnia, i tak troszkÄ™ maszrutkami, troszkÄ™ autostopem dotarliÅ›my do miejscowoÅ›ci Sisian (Armenia) gdzie rozbiliÅ›my namiot u podnóża góry. Nagle nie wiadomo skÄ…d pojawiÅ‚ siÄ™ starszy pan, okazaÅ‚o siÄ™ że mieszka z rodzinÄ… w pobliskim(wydawaÅ‚oby siÄ™ opuszczonym) domku i zaprasza nas na herbatÄ™, owoce i przeniesienie namiotu bliżej zabudowaÅ„:). Cóż - wchodzimy. W dwóch pomieszczeniach (jednym mieszkalnym, jednym gospodarczym-każde po 15m2) zamieszkiwali dziadziuÅ›, bardzo sympatyczna babcia i ich córka z czworgiem dzieci:). Jako że zanosiÅ‚o siÄ™ na deszcz chcieli zaprosić nas na noc do Å›rodka, niestety w obliczu takiego zagÄ™szczenia musieliÅ›my odmówić:). Rankiem po obowiÄ…zkowym Å›niadaniu i wymianie adresów zostaliÅ›my odprowadzeni przez starszego pana na dworzec maszrutkowy…
-a czym wy chcecie jechać?
-no autostopem…
-autostopem? a co to jest autostop?
-staje siÄ™ przy drodze, wyciÄ…ga rÄ™kÄ™, czasami samochód siÄ™ zatrzymuje i zabiera nas …
-nie rozumiem ale pójdÄ™ i zapytam…
Za minutę wraca z jakimś kierowcą i mówi:
-maszrutka do Erywania bÄ™dzie za dwadzieÅ›cia minut, ale autostop siÄ™ tu nie zatrzymuje…
Podziękowaliśmy grzecznie za nocleg i odprowadzenie, wyszliśmy trzysta metrów za dworzec i zabrał nas pierwszy przejeżdżający samochód:). Ostatnie 200km do Erywania znowu z jakimś bardzo spieszącym się pracującym człowiekiem. Zaczynamy rozmawiać - skąd jesteśmy? no z Polski, aaaa mam brata w Polsce:). ooo poważnie?-pytamy, człowiek wyciąga telefon, zaczyna z kimś gadać po ormiańsku i podaje nam słuchawkę, bierzemy i słyszymy piękną polszczyznę bez akcentu - dzień dobry, jak się macie:):). To było bardzo zabawne, byliśmy strasznie zaskoczeni tym co się dzieje, ogromem gościnności i serdeczności który nas na każdym kroku spotykał.
Zbaczamy z trasy o kilkanaÅ›cie kilometrów, i dziÄ™ki uprzejmoÅ›ci naszego kierowcy mogliÅ›my podziwiać monastyr Norawank - przepiÄ™knie poÅ‚ożony, na wzgórzu nad dolinÄ…, dookoÅ‚a kamieniste dość wysokie czerwone pagórki. PrzeszliÅ›my siÄ™ chwilkÄ™ dookoÅ‚a, cyknÄ™liÅ›my fotki, zajrzeliÅ›my na chwilkÄ™ do przewodnika, zapaliliÅ›my Å›wieczki i ruszyliÅ›my w kierunku Erywania. W miÄ™dzyczasie na horyzoncie, powyżej widocznych z daleka czerwonych pagórków, zaczÄ…Å‚ nam siÄ™ ukazywać biaÅ‚y pagórek…najpierw niewielki, potem coraz wiÄ™kszy, a potem wyÅ‚oniÅ‚ siÄ™ (tym razem Å‚askawie) w caÅ‚ej okazaÅ‚oÅ›ci…ARARAT!! wow, wielka, potężna góra na Å›rodku wielkiej równiny…coÅ› fantastycznego… widok ten bÄ™dzie chodziÅ‚ za mnÄ… do koÅ„ca życia!!
Sympatyczny pan odwiózÅ‚ nas na dworzec kolejowy w Erywaniu i przystÄ…piliÅ›my do kupowania biletu na pociÄ…g do Tibilisi. Budynek zasÅ‚uguje na to aby siÄ™ w nim przez chwilkÄ™ zatrzymać - monumentalna budowla z wielkim marmurowym holem, gdzieniegdzie misternie wpleciony sierp i mÅ‚ot, po prostu porzÄ…dny kawaÅ‚ radzieckiej architektury:). W podziemiach targowisko i ubikacja o której nie sposób nie wspomnieć - szereg kabin, wiÄ™kszość bez drzwi(lub drzwi uszkodzone), klozet-babcia pijana kasuje po zÅ‚otówce za wejÅ›cie. Raz na jakiÅ› czas wchodzi do pomieszczenia z kabinami, i szlaufem z wodÄ… spÅ‚ukuje to czego siÄ™ nie udaÅ‚o spuÅ›cić, oczywiÅ›cie wiÄ™kszość spÅ‚uczek nie dziaÅ‚a … zapomniaÅ‚em dodać że robimy na tzw. “MaÅ‚ysza”…to miejsce pozostanie na zawsze w mej pamiÄ™ci, podobnie jak i widok Araratu na równinie… OkazaÅ‚o siÄ™ że mamy do dyspozycji 3 rodzaje biletu: za 2500, za 3500 i za 5000 ichniejszej waluty. oczywiÅ›cie wybraliÅ›my najtaÅ„szy bez rezerwacji miejsc, na co pan w okienku zapytaÅ‚: a nie chcecie siedzieć?:). Chyba reszta pasażerów też wyszÅ‚a z zaÅ‚ożenia że tylko przy wczeÅ›niejszej rezerwacji miejsc bÄ™dzie możliwość posadzenia pupska, bo w finale mieliÅ›my caÅ‚y wagon(przeznaczony dla ludzi bez wykupionej rezerwacji) dla siebie:).
Rankiem nastÄ™pnego dnia (po14 godzinach jazdy) doturlaliÅ›my siÄ™ do Tibilisi. Szybka przejażdżka metrem, nastÄ™pnie maszrutka i już jedziemy w stronÄ™ Gori - rodzinnego miasta Stalina. Na miejscu okazaÅ‚o siÄ™ że wódz (a raczej pamięć po nim) ma siÄ™ caÅ‚kiem dobrze. Jest do obejrzenia caÅ‚a masa pamiÄ…tek po Józku: wagon w którym podobno podróżowaÅ‚, liczne zdjÄ™cia, pamiÄ…tki, dary od rzÄ…dów innych krajów(w tym polskiego) oraz jego chata skryta pod dachem jakby mauzoleum. Pani przewodnik biegłą angielszczyznÄ… opowiada historiÄ™ wodza bez zajÄ…kniÄ™cia, nie wspominajÄ…c ani sÅ‚owem o ani jednej ofierze. W mieÅ›cie jest ulica imienia Józefa Stalina, oraz kilkunastometrowy pomnik w centrum miasta - caÅ‚kiem sympatycznie. Jako że jest jeszcze przed poÅ‚udniem, a jesteÅ›my niedaleko planujemy jeszcze dziÅ› przekroczyć tureckÄ… granicÄ™ w miejscowoÅ›ci Vale - jedziemy zatem w kierunku granicy. Kolejny autostop, kierowca ma sÅ‚uchawki na uszach, dla nas ulga, nie trzeba gadać po rosyjsku w którym żadne z nas nie czuje siÄ™ zbyt dobrze. W koÅ„cu kierowca podejmuje rozmowÄ™, pyta skÄ…d jesteÅ›my, od kiedy jedziemy, czy nam siÄ™ Gruzja podoba - oczywiÅ›cie że podoba! Co widzieliÅ›my w Gruzji…niewiele, wÅ‚aÅ›ciwie to przejeżdżamy przez niÄ…, byliÅ›my tylko w Tibilisi i Gori.
A Walery na to, że chciaÅ‚by nam pokazać Bonjormi - miasteczko uzdrowiskowe leżące akurat na trasie naszej wycieczki. My na to że czemu nie …. wiÄ™c zostaliÅ›my zabrani w fantastyczne miejsce. dostaliÅ›my kukurydzÄ™, bilety wstÄ™pu na kolejkÄ™ gondolowÄ… i diabelski mÅ‚yn. Nasz nowy znajomy pyta czy jedliÅ›my jakieÅ› gruziÅ„skie jedzenie - my na to że nie za bardzo, bo tak naprawdÄ™ to siÄ™ Å›pieszymy….no to zostaliÅ›my zaproszeni na obiad i obietnicÄ™ że zostaniemy później odwiezieni do granicy. SkoÅ„czyÅ‚o siÄ™ na tym że wypiliÅ›my dwie butelki koniaku, jakieÅ› wino, najedliÅ›my, nasz znajomy z dziewczynÄ… wsiadÅ‚ w samochód i odjechaÅ‚ a my rozbiliÅ›my namiot po drugiej stronie szosy a w dalszÄ… drogÄ™ ruszyliÅ›my dopiero nastÄ™pnego ranka.
Vale to taka zapomniana wioska wÅ›ród gór, raz na jakiÅ› czas przejeżdżajÄ… przez niÄ… tureckie tiry, nie ma tam absolutnie nic, poza piÄ™knymi krajobrazami:). PrzekroczyliÅ›my granicÄ™ bez problemu, i po godzinie czekania, zabraÅ‚ nas pierwszy przejeżdżajÄ…cy samochód - tego dnia na wieczór dotarliÅ›my do Kars. Droga wiodÅ‚a po pÅ‚askowyżu, tym samym chyba co przejeżdżaliÅ›my przez niego tydzieÅ„ wczeÅ›niej w Gruzji. PrzepiÄ™kne zielone przestrzenie na wysokoÅ›ci ponad 2500m n.p.m. i ani żywego ducha wokoÅ‚o… NastÄ™pnego dnia chcieliÅ›my dotrzeć przynajmniej do Dogubayzit - zobaczyć albo Ani, albo paÅ‚ac Ishaka Paszy. PlÄ…taliÅ›my siÄ™ po mieÅ›cie z godzinÄ™ nie mogÄ…c znaleźć wÅ‚aÅ›ciwego kierunku, dzieciaki Å‚aziÅ‚y za nami, krzyczaÅ‚y “money”, raz nawet jeden rzuciÅ‚ w nas cebulÄ……chyba nie byliÅ›my miÅ‚ymi gośćmi…z któregoÅ› przejeżdżajÄ…cego busika wychyliÅ‚ siÄ™ pan, krzyknÄ…Å‚ coÅ› po turecku i bachory rozbiegÅ‚y siÄ™ naokoÅ‚o dajÄ…c nam Å›wiÄ™ty spokój.
W koÅ„cu znaleźliÅ›my wÅ‚aÅ›ciwy kierunek, podjechaliÅ›my kilka kilometrów na wozie w zamian za co zrewanżowaliÅ›my siÄ™ panu który tez na nim jechaÅ‚ (a wybieraÅ‚ siÄ™ w tÄ… samÄ… stronÄ™ co my) - dosiadÅ‚ siÄ™ do nas jak zatrzymaliÅ›my stopa. Do Dogubayzyt dotarliÅ›my przed poÅ‚udniem - natychmiast wsiedliÅ›my do dolmusza, i po kilkunastu minutach dotarliÅ›my do Ishak Pasa Sarayi. Ogólnie dosyć ciekawe miejsce. (opis siÄ™ pojawi wkrótce:). Kolejna miÅ‚a niespodzianka - szliÅ›my z plecakami, i jeszcze nie zdążyliÅ›my wyciÄ…gnąć rÄ™ki zatrzymaÅ‚ siÄ™ samochód i podwiózÅ‚ nas do Dogubayzit. ResztÄ™ dnia spÄ™dziliÅ›my tirze z kurdyjskim kierowcÄ…, jadÄ…c w kierunku jeziora Van i podziwiajÄ…c krajobrazy za oknem. Mnie turecki Kurdystan zachwyciÅ‚ - przepiÄ™kne, zupeÅ‚nie obce dla europejczyka krajobrazy, wspaniali ludzie, posterunki wojskowe co kilkanaÅ›cie kilometrów a na nich czoÅ‚gi, myÅ›liwce, dziaÅ‚a… co jakiÅ› czas kontrola drogowa, na jednej z nich przetrzepano nam dosyć dokÅ‚adnie plecaki… ByÅ‚o już późno w nocy jak rozbiliÅ›my siÄ™ nad brzegiem i poszliÅ›my do pobliskiej (turystycznej chyba) miejscowoÅ›ci coÅ› zjeść… UsÅ‚yszeliÅ›my muzykÄ™, weszliÅ›my przed jakiÅ› budynek…i okazaÅ‚o siÄ™ że trafiliÅ›my na tureckie wesele:). Zaraz zostaliÅ›my zaproszeni przez gospodarza, dostaliÅ›my herbatÄ™ i mogliÅ›my siÄ™ poprzyglÄ…dać jak siÄ™ w tym kraju Å›wiÄ™tuje zamążpójÅ›cie - chÅ‚opaki osobno, dziewczyny osobno. ChÅ‚opaki taÅ„czyli do bardzo gÅ‚oÅ›nej kurdyjskiej muzyki, a kobiety zebraÅ‚y siÄ™ kilkanaÅ›cie metrów dalej i pastwiÅ‚y siÄ™ nad parÄ… mÅ‚odÄ… przyczepiajÄ…c im do ubrania pieniÄ…dze szpilkami….
uciekliÅ›my stamtÄ…d, bo dziewczyny zaczęły mnie pokazywać sobie palcami - miaÅ‚em na sobie krótkie spodenki:). NastÄ™pnego dnia wstaliÅ›my wczeÅ›nie(nie daÅ‚o siÄ™ wytrzymać w namiocie już o 7mej rano), wykÄ…paliÅ›my siÄ™ w krystalicznej wodzie Vanu i wyszliÅ›my machać. Za cel postawiliÅ›my sobie dotrzeć do Nemrut Dag. PoÅ‚owÄ™ dnia spÄ™dziliÅ›my w tirze z przesympatycznym Kurdem, czÄ™stowaÅ‚ nas herbatÄ…, coÅ› opowiadaÅ‚ o okolicy…niestety nie byliÅ›my w stanie siÄ™ porozumieć. W drugiej poÅ‚owie dnia jechaliÅ›my stopem wspólnie z dwoma chÅ‚opakami z Ukrainy - zrobili prawie takÄ… samÄ… trasÄ™ co my, nie korzystajÄ…c przy tym ani razu z hotelu, ani autobusu…dla mnie imponujÄ…ce.
Na Nemrut Dag wybraliśmy się z samego rana z miejscowości Karadut,
zupeÅ‚nie ignorujÄ…c fakt że to 10 km pod górÄ™ wybraliÅ›my siÄ™ na piechotÄ™… tyle kilometrów stopem zrobiliÅ›my, na pewno nas ktoÅ› podwiezie…nie podwiózÅ‚…caÅ‚e 10 kilosów żywego samochodu…no może jeden czy dwa. Zmordowani dotarliÅ›my na szczyt - fakt, widok imponujÄ…cy, ale co z tego jeÅ›li czeka nas jeszcze droga z powrotem a tu 44′C w cieniu… Do Karadutu wróciliÅ›my późnym popoÅ‚udniem, zjedliÅ›my, spakowaliÅ›my siÄ™ i zÅ‚apaliÅ›my auto jadÄ…ce w kierunku Adiyaman. Nemrut byÅ‚ widoczny z odlegÅ‚oÅ›ci ponad 50km, wyróżniaÅ‚ siÄ™ sztucznie usypanym kopcem na szczycie…jakbyÅ›my wczeÅ›niej wiedzieli że to tak wysoko, w życiu byÅ›my siÄ™ nie zdecydowali żeby siÄ™ tam wdrapywać na piechotÄ™ w peÅ‚nym sÅ‚oÅ„cu:). W Adiyaman zÅ‚apaliÅ›my nocny autobus jadÄ…cy w kierunku Kapadocji…byÅ‚a godzina 19.30 a termometr zewnÄ™trzny wskazywaÅ‚ 36′C na plusie.
Do Kapadocji jechaÅ‚em z mieszanymi uczuciami, jawiÅ‚a mi siÄ™ ona jako mocno przereklamowana wÄ…tpliwej jakoÅ›ci atrakcja, jednak po dotarciu na miejsce zostaliÅ›my szybko wyprowadzeni z błędu. ZnaleźliÅ›my pole namiotowe i poszliÅ›my do jedynego w mieÅ›cie banku wymienić resztkÄ™ dolarów jaka nam zostaÅ‚a. Nagle sÅ‚yszymy za plecami - Cześć!. O, prawie 3 tygodnie jedziemy i pierwszy raz spotykamy kogoÅ› z Polski:). Nareszcie, w koÅ„cu można normalnie pogadać:). OkazaÅ‚o siÄ™ że Aga podróżuje z Polski autostopem, celem jest pogranicze turecko-syryjskie gdzie ma dołączyć reszta znajomków, póki co jedzie z Ronem - sympatycznym holendrem. Czujemy siÄ™ jak ostatni burżuje-pole namiotowe, jedzenie(od czasu do czasu) w knajpach…a oni na dziko w jednej ze skalnych jamek, z przepiÄ™knym widokiem na dolinÄ™ i księżyc - aż szkoda byÅ‚o wracać na kemping jak zobaczyliÅ›my gdzie mieszkajÄ…:). Pierwszego dnia pobytu(po caÅ‚onocnej jeździe autobusem - ostatni odcinek drogi stopem) zwiedziliÅ›my muzeum koÅ›ciołów a późnym popoÅ‚udniem poszliÅ›my już we czworo na spacer dolinÄ………:). NastÄ™pnego dnia z samego rana pożegnaliÅ›my nowych znajomych, a sami poszliÅ›my na szybki spacer Love Valley. Wieczorem znowu nocny autobus i nastÄ™pnego dnia lÄ…dujemy w Stambule. Po tym wszystkim co widzieliÅ›my i przeżyliÅ›my to miasto nie robi na nas specjalnego wrażenia…..ot kolejne miasto. ZamelinowaliÅ›my siÄ™ w hostelu ………….. Nie ważne że jedna Å‚azienka na piÄ™trze, nie ważne że Å›pimy na dachu na Å›wieżym powietrzu na karimatach…..
ważne że jak wstajemy rano to z jednej strony Haga Sofia, z drugiej Błękitny Meczet, a z trzeciej Morze Marmara….taaaka miejscówka:). Dwa ostatnie dni urlopu poÅ›wiÄ™ciliÅ›my na zwiedzanie stolicy. Miasto jak miasto, tÅ‚oczno, Å›mierdzi, muezin o Å›wicie, tysiÄ…ce kotów…to akurat mi siÄ™ podobaÅ‚o. Błękitny Meczet za darmo, za to zupeÅ‚nie na przeciwko Haga Sofia w wiecznym remoncie za 20tl/os i 40metrowa kolejka do niej….podziÄ™kujemy. Krótki spacer po bazarze, przejażdżka promem do Azji. W hostelu na dachu(na karimacie obok:) poznajemy trzy sympatyczne polki - przyjechaÅ‚y sobie na wakacje:). PozazdroÅ›cić fantazji - ja swoich rodziców nie mogÄ™ sobie wyobrazić w takim miejscu i w takich okolicznoÅ›ciach. Jeszcze tylko kupimy tytoÅ„ i wÄ™giel do sziszy i możemy wracać. W jednym ze sklepów zostajemy zaproszeni na latajÄ…cy dywan, poczÄ™stowani sokiem…siedzÄ… tam już dwie osoby, jak siÄ™ później okazaÅ‚o dwoje polaków. PlanujÄ… przejechać tÄ… samÄ… trasÄ™ co my samochodem:). Aż nas Å›ciska z zazdroÅ›ci - my jutro na samolot do Polski….:(
MawiajÄ… że apetyt roÅ›nie w miarÄ™ jedzenia…nie można tego lepiej ująć, jeszcze nie wróciliÅ›my do domu a już obgadaliÅ›my przyszÅ‚oroczny wyjazd. Pomarzyć dobra rzecz, może Indochiny, może któraÅ› z byÅ‚ych republik, może Afryka, może porodówka w koÅ„cu … ale do Armenii i Gruzji jeszcze wrócimy na pewno, i to nie tylko palcem po mapie…